Mam 32 lata, mieszkam w sporym mieście, gdzie kebaby są na każdym rogu, i od trzech dni jestem umierająca — tak przynajmniej twierdzi internet. Zaczęło się od bólu pod żebrem, a skończyło na tym, że o drugiej w nocy czytałam forum, na którym ktoś w 2011 roku napisał, że miał dokładnie takie objawy i okazało się, że to „coś poważnego”, bez podania co. Rano poszłam do przychodni. Pani doktor spojrzała na mnie, zapytała, czy jadłam coś ciężkiego, powiedziałam że kebab o północy. Wyrok: kebab. Wyszłam z apteki z jedną saszetką i poczuciem, że przez dwanaście godzin planowałam już swój pogrzeb, łącznie z tym, kto dostanie mój rower.